Czy to już koniec wielkiego Rogera Federera?

Czy to już koniec wielkiego Rogera Federera?

Roger Federer odpadł z US Open, nie będzie oczekiwanego przez wszystkich pojedynku ćwierćfinałowego z Rafaelem Nadalem, pogromcą legendy tenisa okazał się inny Hiszpan Tommy Robredo.

Gdyby ktoś przed tym meczem chciał obstawić wynik, musiałby być szalonym, nie płacąc za zwycięstwo Federera, były numer jeden światowego tenisa wygrał bowiem wszystkie dziesięć poprzednich spotkań z Robredo. Forma Federera z poprzedniego meczu również nie wskazywała na to, by miał jakiekolwiek kłopoty z Hiszpanem, w rundzie III dość szybko i gładko poradził sobie z Adrianem Mannarino, wygrywając w trzech setach 6:3, 6:0, 6:2 i będąc tenisistą zdecydowanie lepszym. Mecz z Robredo z powodu opóźnienia wywołanego deszczem został przeniesiony z Arthur Ashe Stadium na Louis Armstrong Stadium, być może to wytrąciło mistrza z równowagi, wszak nie grał na innym korcie niż główny od 2006 roku…

Wydaje mi się, że przyczyna porażki z Robredo nie tkwiła w przygotowaniu fizycznym, a właśnie w psychice Szwajcara. Wielki mistrz popełniał katastrofalne błędy techniczne, niewymuszone, powodowane chyba jakąś nonszalancją, lekceważeniem zagrań i przeciwnika. Federer najwyraźniej uznał, że jest tak wielki, iż Robredo choćby nie wiem jak się starał, to i tak nie jest mu w stanie zagrozić, pomylił się okrutnie. Hiszpan grał solidnie, przebijał piłki w swoim stylu i czekał na błąd rywala, a rywal tych błędów mu nie żałował.

Mecz zakończył się w trzech setach 7-6 (3), 6-3, 6-4, a widok pokonanego, schodzącego z kortu Federera był dość przygnębiający. Oczywiście chwała Robredo za jego postawę i wolę walki, ale jest to smutny dzień dla tenisa. Zawsze koniec pewnej epoki wywołuje przykre odczucia, tak było i tym razem, po wpadce w Wimbledonie przyszła wczesna, jak na Szwajcara, porażka w US Open i wszyscy się zastanawiają, czy dawny król tenisa stracił na chwilę swą moc, czy to tylko kolejny chwilowy kryzys. Miejmy nadzieję, że to ten drugi przypadek.