Jerzy Janowicz pokonany w półfinale Wimbledonu

Jerzy Janowicz pokonany w półfinale Wimbledonu

Jerzy Janowicz niestety nie sprostał w półfinale Wimbledonu rozstawionemu z numerem 2, faworytowi gospodarzy, Andy’emu Murray’owi, mecz rozstrzygnął się w czterech setach 7:6 (7-2), 4:6, 4:6, 3:6. Choć porażka na pewno boli, to po tym meczu nikt już Janowicza nie zlekceważy i będzie już zawsze wymieniany w gronie potencjalnych faworytów każdego turnieju.

Nasz tenisista bardzo dobrze rozpoczął to spotkanie, zwyciężając pewnie w tie-breaku pierwszego seta. Potężne serwisy Polaka budziły zdumienie zgromadzonej widowni, a gdy pierwszy set dobiegł końca, zapanowała kłopotliwa cisza. Murray wydawał się zaskoczony takim obrotem sprawy, niewiele mógł zrobić wobec takiej serwisowej dyspozycji Jerzego. Niestety szczęście nie trwało długo, gdyż na początku drugiego seta coś się zmieniło, chwila dekoncentracji się wkradła, Janowicz stracił swoje otwierające podanie i w efekcie czego całego seta, gdyż obaj panowie byli już później w wybornej dyspozycji serwisowej i grali gem za gem.

W trzecim secie wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał, Jerzy po raz pierwszy przełamał serwis Murraya, by następnie wygrać swoje podanie i wyjść na 4:1 w secie. Publiczność zamarła, już rysowało się przed nimi widmo 5cio setowego boju, a nam wygrana naszego rodaka. Jednak tenis bywa okrutny, w następnych gemach to Szkot był górą, wygrał ich 5 z rzędu… Nastąpiła przerwa na zamknięcie dachu, którą Murray był wyraźnie zirytowany, twierdząc, że nie widzi sensu grania przy sztucznym świetle, kiedy nie jest jeszcze ciemno. Sędzia zaś przychylił się do prośby naszego reprezentanta i mieliśmy 20 minut przerwy. To jednak nie wybiło Szkota z uderzenia, w kolejnym secie także dominował, dobiegał do niesamowitych, wydawać by się mogło, kończących piłek i zamieniał je na swoje punkty. Ku uciesze wszystkich na korcie centralnym i zgromadzonej widowni poza nim, wygrał czwarty set i cały mecz 3-1.

Pierwszy taki turniej Janowicza, pierwszy półfinał Wielkiego Szlema dla Polaka. Jerzy grał znakomicie, jak równy z równym, z drugą rakietą świata, co świadczy o jego wielkim talencie i wciąż niewyczerpanych możliwościach. Ten półfinał to krok milowy w jego karierze, o wiele większy niż zeszłoroczny finał turnieju w Paryżu. Z niecierpliwością czekamy zatem na kolejne turnieje, a w szczególności na US Open, dziękujemy za emocje, prosimy o jeszcze.