Nadal po raz dwunasty!

Nadal po raz dwunasty!

Myślisz Roland Garros, mówisz Nadal. Nic więcej dodawać nie trzeba. Trudno napisać już cokolwiek nowego i odkrywczego o kolejnych triumfach hiszpańskiego dominatora tej imprezy. Gwoli ścisłości można napisać, że w finale imprezy pokonał 6:3, 5:7, 6:1, 6:1 Dominika Thiema. Można też napisać, że w drodze do tytułu ponownie nie natrafił na godnego siebie rywala. Bo, gdy król kortów ziemnych jest w formie, nikt nie może się z nim równać.

Wspaniale grał Federer, który po kilku latach nieobecności, wrócił na ten turniej. Jednak w półfinale odbił się jak od ściany, ze spuszczoną głową musiał uznać, że na tej nawierzchni prawdopodobnie nigdy już nie pokona genialnego Hiszpana. Thiem zagrał również dobry turniej, być może gdyby nie morderczy półfinał z Djokoviciem, który przedłużył się aż do soboty, miałby więcej sił na finałowe starcie z mistrzem. Choć to tylko spekulacje, wszak przewaga Nadala nie polega wyłącznie na stronie atletycznej, było to doskonale widać w pierwszym secie, kiedy Thiem miał jeszcze pełnię energii. Nadal ze swoim zabójczym rotowaniem piłek, czytaniem gry, timingiem i niesłychaną koncentracją jest niedościgniony na kortach ziemnych.

Hiszpański mistrz nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, pojawi się na swoich ulubionych kortach za rok, by znów bronić tytułu. Oby wracał jak najdłużej, bo to, co robi jest epickie i długo takiego gracza jak on nie zobaczymy.