Novak Djokovic wciąż lepszy od Del Potro

Novak Djokovic wciąż lepszy od Del Potro

Pojedynki Novaka Djokovica z Juanem Martinem del Potro stanowią nie lada gratkę dla entuzjastów tenisa. Obaj zawodnicy znani są bowiem z nieustępliwości, wielkiej ambicji i woli walki. Tym razem spotkali się w finale turnieju ATP Masters 1000 w Szanghaju i ponownie nie zawiedli swoich fanów.

Djokovic, który niedawno stracił prowadzenie w rankingu ATP na rzecz Rafy Nadala, chciał koniecznie wygrać ten turniej, by utrzymać zdobyte punkty, po zwycięstwie w nim w zeszłym roku. Jednak del Potro jest głodny sukcesów, wydaje się grać z roku na rok coraz lepiej, co udowodnił pokonując w półfinale tego turnieju Nadala, czy tocząc niebywale zacięty bój z Djokovicem podczas Wimbledonu (bodajże najlepszy mecz tego turnieju, trwający aż 4h i 43min). Argentyńczyk dysponuje piekielnym uderzeniem z forehendu i naprawdę imponującą kondycją fizyczną, jak na swoje warunki fizyczne.

Mecz rozpoczął się po myśli Novaka, choć chyba nie spodziewał się, że pójdzie mu aż tak gładko, bowiem pierwszych pięć gemów padło jego łupem i po zaledwie 35 min. wygrał pierwszego seta 6:1. Del Potro miał problemy ze swoim serwisem i popełniał wiele błędów przy dłuższych wymianach z głębi kortu. Dla kibiców set ten okazał się rozczarowujący i jednostronny.

W następnym jednak secie stało się to, na co czekali widzowie, czyli zdecydowana poprawa jakości gry del Potro i zacięta walka o każdą piłkę. W efekcie obraz gry był diametralnie odmienny, tym razem to del Potro wygrał trzy pierwsze gemy, po czym kontrolował wypracowaną przewagę, nie oddając już swojego podania do końca seta i zwyciężając 6-3.

Trzeci set to już popis tenisa obu panów, zakończony tie-breakiem, w którym Novak wykazał się chyba większą dojrzałością, dokładnością, a może i lepszą kondycją. Być może del Potro był zmęczony meczem z Nadalem, ale być może też Djokovic mu najwyraźniej „nie leży” jako rywal. Repertuar uderzeń, który potrafi zaproponować Serb jest o wiele większy, popełnia też zawsze mniej niewymuszonych błędów i w decydujących momentach nie zawodzi, ręka mu nie drży. Choć sądzę, że gdyby ten mecz miał rozstrzygać się do trzech wygranych setów, Argentyńczyk zmobilizowałby się jeszcze, wykrzesał więcej sił i oglądalibyśmy znów pięciosetówkę. Gratulację dla obu panów, ich pojedynki są zawsze wyjątkowe.