Novak Djokovic wygrywa Masters!

Novak Djokovic wygrywa Masters!

Ośmiu najlepszych tenisistów minionego sezonu, wielki turniej między światową czołówką dobiegł końca, wyłoniono najlepszego. Tak jak przed rokiem, wygrał Serb Novak Djokovic, prezentując w finale z Rafaelem Nadalem kosmiczny tenis. Djokovic podtrzymał passę 22 wygranych meczy z rzędu, zaś Nadal znów nie wygrał tego turnieju, ale zachował pozycję numeru jeden na świecie.

Mecz nie był jednorodny, obu tenisistom zdarzały się momenty słabszej gry, ale też obejrzeliśmy mnóstwo niebywałych zagrań i fantastycznych wymian. Djokovic dominował, pozwolił rywalowi na jeden zwrot w pierwszym secie, po czym jednak pokazał swoją wyższość. Pierwszy set rozpoczął od zdobycia trzech gemów z rzędu, później Nadal odrobił przełamanie i wyrównał na 3-3, ale Nole po raz kolejny zdobył gema serwisowego przeciwnika, po niesamowitej wręcz wymianie i set zakończył się wynikiem 6-3. W drugim secie Serb szybko przełamał podanie rywala i utrzymał prowadzenie do końca, wygrywając mecz 6:3, 6:4.

Nie oglądaliśmy Nadala w takiej formie, do jakiej nas przyzwyczaił, to nie był ten sam zawodnik, który pokonał Djokovica w finale US Open. Jednak trzeba przyznać, że Serb pozostawił wszystkich rywali w tyle, jeśli chodzi o przygotowanie kondycyjne do tej imprezy. Całą zresztą końcówkę sezonu miał znakomitą, o czym świadczy seria 22 wygranych meczy z rzędu. W finale grał jak cyborg, dochodził do każdej piłki. Nadal zaś wyraźnie zmęczony, dużo błędów serwisowych, być może po powrocie na korty, nieprzygotowany na aż tak intensywną końcówkę.

Turniej był emocjonujący, zawodnicy grali na wysokim poziomie zaangażowania, mimo zmęczenia sezonem. W przyszłym roku przerwa między turniejem w Paryżu, a Masters będzie wynosiła tydzień, także turniej zapowiada się jeszcze atrakcyjniej.

Koniec sezonu nasuwa kilka refleksji, które pozwolę sobie napisać. Po pierwsze, był to sezon zdominowany przez trzech tenisistów: Djokovica, Nadala i Murraya, choć przez tego ostatniego w najmniejszym stopniu. Jednak ci trzej panowie wygrali wszystkie liczące się turnieje, a więc cztery Wielkie Szlemy, turnieje serii ATP 1000 i Masters. Po drugie, miał miejsce wielki powrót Rafaela Nadala, od razu na pierwsze miejsce rankingu, urozmaiciło to niewątpliwie rozgrywki na najwyższym szczeblu. Bez Hiszpana dominacja Serba byłaby prawdopodobnie ogromna, miałby szansę wygrać Rolanda Garrosa i US Open, bowiem z tych turniejów eliminował go Rafa. Po trzecie, wspaniały sezon polskich tenisistów, okraszony wielkim sukcesem na kortach Wimbledonu, półfinał singla kobiet i mężczyzn, wśród panów po raz pierwszy w historii. Mamy wreszcie gwiazdę światowego formatu w męskim tenisie, Jerzy Janowicz wdarł się do światowej czołówki i robi coraz większe postępy. Agnieszka jest wciąż czwartą rakietą świata, na horyzoncie zaś rysują się sylwetki Łukasza Kubota, Michała Przysiężnego, czy Katarzyny Piter. Jak na kraj o tak niskim tenisowym zaangażowaniu, kraj w którym nie ma kortów trawiastych, ani żadnego znaczącego turnieju, to wynik grubo ponad stan, porównywalny z sukcesami Małysza czy Kowalczyk. Oby przyszły rok był równie dobry, co obecny.